sobota, 24 października 2015

Vademecum: Recepta na szczęście i dobrobyt, czyli o symbolach i przesądach. [Joanna]

Źródło: Encyklopedia PWN
Kojarzycie obraz "Portret małżonków Arnolfinich" autorstwa Jana van Eycka? Zapewne, ponieważ jest on jednym z najbardziej rozpoznawalnych dzieł sztuki na świecie. Na owym portrecie możemy ujrzeć na pierwszy rzut oka całkiem zwyczajną parę w całkiem zwyczajnym miejscu, w otoczeniu najzwyklejszych przedmiotów codziennego użytku. Mówiąc jednak wprost: nic bardziej mylnego! Badacze sztuki są zgodni, że wszystko, co autor umieścił na obrazie ma znaczenie symboliczne i tak też powinno być odbierane. A co to ma wspólnego ze ślubem? Już spieszę tłumaczyć. Otóż całkiem normalny dzień (no, może troszkę bardziej nerwowy niż inne) jest bardzo podobny do portretu Arnolfinich i choć może nie zdajemy sobie z tego jeszcze sprawy, najeżony jest wręcz przeróżną symboliką, którą dopełniają różnej maści przesądy. Wszak każdy z nas wie, że parę młodą należy powitać chlebem i solą, a sukienka powinna być biała. Ale czy kiedyś zastanawialiście się dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta: bo każdy chce zapewnić sobie piękne i szczęśliwe życie, a chociaż mamy XXI wiek, to dlaczego by nie wspomóc się i przesądami zaczerpniętymi rodem (i to dosłownie!) ze średniowiecza?





Niby nie szata zdobi człowieka, ale...?

Źródło: Tumblr
Jak ślub to sukienka. Jak sukienka to biała. Pomimo tego, że współcześnie powoli schodzi się z utartych szlaków, a odsetek panien młodych wybiera niecodzienne rozwiązania, to jednak wciąż większość przyszłych małżonek preferuje tradycyjny schemat. Czy wiecie jednak, że jeszcze do niedawna biel wcale nie była kolorem wiodącym. Od czasów średniowiecza aż do XIX wieku panny młode, które pochodziły z wyższych warstw społecznych, do ślubu szły ubrane w sukienki różnorakich kolorów, stawiając akcent na wybór drogich materiałów, takich jak welwet, futro, czy jedwab. Te, które nie mogły sobie na to pozwolić, zakładały po prostu strój "niedzielny", czyli sukienki, w których chodziły tylko do kościoła. Pierwszą "odważną", która zdecydowała się na białą sukienkę, była Maria Stuart, wychodząc za Franciszka II Walezjusza, ale był to o tyle nieszczęśliwy wybór, że biel w tamtym okresie symbolizowała we Francji żałobę. Znaną nam wszystkim "typową" suknię ślubną rozpropagowała dopiero Wiktoria Hanowerska i od czasu jej ślubu w 1840 roku z księciem Albertem, panny młode na całym świecie przerzuciły się na biel. W innych kulturach biel cały czas nie odgrywa znaczącej roli. W tradycji chińskiej, czy na północy Indii, najczęściej wybierany jest kolor czerwony zwiastujący pomyślność, albo zielony, symbolizujący płodność. Współcześnie mówi się, że biała barwa symbolizuje czystość panny młodej i jej niewinność, a także czystości serca, chociaż wszyscy wiemy jak wygląda to w praktyce :-) Wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy z symboliki białego koloru i tyczy się to również welonu, czy wianka, które to miały być synonimem zachowanego do ślubu dziewictwa...
Co do przesądów związanych z weselnym strojem mamy ich całe mnóstwo, zaczynając od tego najpopularniejszego, czyli niemożliwości zobaczenia panny młodej przed ślubem. Co ciekawe nie tyczy się to tylko pana młodego, ale i samej zainteresowanej. Według tradycji, jeśli panna młoda ujrzy się w pełnym stroju przed ceremonią, przyciągnie tylko nieszczęście. Istotne jest również, aby w szwie sukienki ukryć okruszek chleba na dobrobyt i cukru na słodkie życie. Ważną sprawą są także...buty! Podobno aby zagwarantować sobie szczęście u boku małżonka należy najpierw wystawić je za okno na noc (uważając by nie złapać zamiast szczęścia ptasiej niespodzianki) a potem poprosić swojego tatę o wsadzenie tam monety na szczęście, ale uwaga! Szczęście może uciec przez palce, stąd panna młoda nie powinna mieć butów z odkrytym przodem. Bzdury? Hm, lećmy dalej...

Diabeł tkwi w szczegółach!

Źródło: weddbook.pl
Całkiem normalnym jest fakt, że przez setki lat weselnej tradycji narodziło się aż tyle przesądów i symboli. Praktycznie wszystko co zrobisz, albo czego nie zrobisz, ma znaczenie. Ot taka niewinna biżuteria. Niby nic, a przez pomyłkę możesz ściągnąć na siebie nieszczęście. Wystarczy fakt, że w tym wyjątkowym dniu będziesz miała na sobie perły, a nie tylko zafundujesz sobie łzy, ale i złą pogodę. Przechodząc zaś do ważniejszego elementu warto się skupić na obrączce. Czy jesteś pewna, że wiesz jak ją założyć? Już nawet w samej kulturze europejskiej istnieje kilka wersji tego, gdzie i jak powinno się ją umieszczać. W krajach takich jak Polska, Austria, Niemcy Dania, czy Hiszpania istnieje zwyczaj wkładania obrączki na serdeczny palec prawej ręki, ale już we Włoszech, Francji, w Zjednoczonym Królestwie, czy Stanach małżonkowie wybierają lewe ręce. Jest to istotne zwłaszcza, gdy druga połówka nie pochodzi z naszej pięknej ojczyzny. No i na dodatek upewnij się, że złoty krążek wcisnęłaś mocno i do końca: tylko tak zagwarantujesz sobie kierowanie tym małżeństwem :-) A co z nocą poślubną? Przecież w tak ważnym momencie też przyda się pomoc tajemnych mocy, rodem z nocy świętojańskiej. I jest? Naturalnie, że jest. Nazywa się podwiązka i chociaż w wielu kulturach istnieje zwyczaj zdejmowania jej w trakcie wesela przez pana młodego, to ma mu ona właśnie przypominać o tym co czeka go, gdy goście pójdą już do domu. W końcu taka noc również wymaga "zabezpieczenia" :-)

Polskie, nie-polskie? 

Większość z nas nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że część tychże obyczajów wcale nie wywodzi się z polskiej tradycji, a anglosaskiej. Nawet prowadzenie panny młodej do ołtarza przez ojca to nie słowiański wymysł. To samo tyczy się utartej zasady "coś nowego, coś pożyczonego, coś starego". 

Something old, something new,
Something borrowed, something blue,
And a silver sixpence in her shoe

Ten wierszyk jest znany już wszystkim małym dziewczynkom w Wielkiej Brytanii i na stałe wrósł w źródło inspiracji brytyjskich twórców komedii romantycznych. Coś nowego w tym przypadku symbolizuje nową drogę życia. Coś starego ma zagwarantować pomoc rodziny i przyjaciół w ciężkich życiowych sytuacjach. Z kolei element pożyczony najlepiej jest "podkraść" przyszłej teściowej, bo to właśnie on ma nam zagwarantować dobre kontakty z krewnymi męża. No i last but not least coś niebieskiego, mającego nam zapewnić standardowy zestaw: wierność, miłość, lojalność i szczęście. Oprócz tego wszystkiego trzeba też pamiętać by po pierwsze nie wałęsać się w sukni ślubnej dla zabawy, bo to przynosi pecha, a po drugie jeśli nasze niezamężne siostry, albo przyjaciółki proszą o możliwość przymiarki, mówimy kategorycznie Nie!, mając na uwadze fakt, że wedle przesądów to zmniejszy ich szanse na zamążpójście.

I żyli długo i szczęśliwie?

Czy przesądy i symbole gwarantują udane małżeństwo? Nie, ale pewnie i nie szkodzą. Warto jednak zastanowić się, czy to nadal jest tylko "w razie W", czy popadamy już w lekką paranoję. Nie ma nic złego w typowo polskim przywitaniu chlebem i solą, które ma sprowadzić na parę młodą dobrobyt, ale stosowanie wszystkich tych zabiegów może oznaczać, że albo powinnyśmy wezwać egzorcystę, albo nie wierzymy w szczęśliwe zakończenia. W końcu udany ślub i szczęśliwe małżeństwo nie powinny zależeć od kawałka metalu w bucie, prawda? ;)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz